poniedziałek, 31 października 2016

Obraz idealnej książki wg Lirycznej Rzeczywistości

Przychodzę do Was dzisiaj z moim obrazem idealnej książki. Skąd w ogóle ten pomysł? Są pewne aspekty, które mnie drażnią, są także takie, dzięki którym sięgam po książki kierując się pewną hierarchią. Warto zadać sobie pytanie, co przykuwa naszą uwagę w papierowym wydaniu książek, a co powoduje, że niektórych z nich nie cierpimy. Według kilku podsumowujących kategorii przedstawię moje spostrzeżenia dotyczące niektórych wyborów. Pokażę także książki, które uważam za najpiękniejsze, ale także takie, których specjalnie po raz kolejny z pewnych względów bym nie kupiła.
  • Okładka – rzecz ciekawa i drażniąca. Nie od dziś wiadomo, że nie odzwierciedlają one zawartości i treści książek. Mają na uwadze przykucie naszego wzroku tylko po to, aby daną książkę zakupić. Kiedyś okładki były raczej mocno przerysowane, np. uwielbiana przeze mnie w nastoletnim okresie seria horrorów R.L. Stine. Okładki tych cienkich, ale świetnie napisanych książek odpychały. Rysunki były wyrwane rodem z komiksów, wcale nie odzwierciedlały prawdziwych treści, a wręcz odpychały od zakupu. Dlatego też R.L. Stine nie gości na moich półkach, bo nie wydałabym pieniędzy na tak tandetnie wydane egzemplarze.

  • Objętość – kolejnym kryterium, jakie obrałam do oceny jest objętość książek. Jeśli mam wydać na daną interesującą mnie pozycję literacką 40 zł, to nie oszukujmy się – im grubsza, tym chętniej po nią sięgnę. Często cena jest uzależniona od prestiżu danej książki, od jej „nowości”, od tego, jaką zyskała popularność. Niestety ceny książek odpychają od ich zakupu. Serce pękało mi, gdy za jeden niespecjalnie obfity w strony tom danej serii musiałam zapłacić ponad 40 zł (tylko dlatego, że był to bestseller).
  •  Forma wydawnicza – powiedzcie mi, że się mylę i że już oszalałam na punkcie uzupełniania mojego w połowie pełnego regału – ale czy nie uważacie, że wydania kieszonkowe są beznadziejną formą? Ani to ładne, ani praktyczne. Bardzo często czcionka takich wydań jest niezwykle drobna i odpychająca, ale chęć przeczytania książki za 9 zł (bo tyle zwykle w marketach takie wydania kosztują) nas nie powstrzymuje przed jej zakupem. Nie cierpię wydań kieszonkowych! Innym typem są wydania z obwolutami (chyba najbardziej pożądane, tak przynajmniej mi się wydaje). Są też tacy ludzie, którzy przy wyborze kierują się tym, czy książka ma „zakładki w okładce”, czego nie ma natomiast wersja broszurowa. 
  • Kartki – tutaj pewnie wielu z Was powie: OSZALAŁA! Ale uwielbiam czyste, białe kartki, z mocno kontrastującym czarnym drukiem. Tak, wiem co o tym myślicie. Bardzo często zdarza mi się odrzucić książkę ze względu na kolor użytego papieru. Są jego różne odcienie, od białego (uwielbianego), poprzez szare i żółtawe. Tego ostatniego nie cierpię. Brrr, jak można tak skrzywdzić książkę, wkładając jakieś pożółkłe strony. (białe, szare, żółte, cienkie, grube)
  • Czcionka i organizacja treści – czyli o podziałach na rozdziały lub ich braku. Ciężko czyta się książki, które od pierwszej po ostatnią stronę nie mają żadnego rozdziału, lub gdy rozdziały rozwlekają się w czasie. Nie trzeba chyba do tego komentarza. Druga sprawa wspomniana już wcześniej to czcionka. Krój także ma znaczenie, a co do wielkości – umówmy się, to podstawa, aby czcionka była czytelna i nie męczyła naszego wzroku.
  • Gatunek – też sprawa ważna, ale także indywidualna. Przyznam z przykrością, że nie zakupię książki z gatunku literatury historycznej, ani także sensacji typowej dla książek o tematyce mafijnej. Najchętniej czytuję horrory, wszelką literaturę grozy, kryminały, fantastykę (ale też jestem w tej kwestii wybredna) i czasem zdarzy się, że sięgam po romans. Skoro można wybrać, co się lubi, to czemu nie?


Ulubione i najładniejsze z biblioteczki

najpiękniejsze opowiadania: „Ślady” – Jakub Małecki

najpiękniejsza powieść: „Zanim się pojawiłeś” –Jojo Moyes

najlepsza groza: „Zemsta Manitou” – Graham Masterton

najlepsza fantastyka: „Harry Potter” – J.K. Rowling

najnudniejsza książka: „Bazar złych snów” – Stephen King

najpiękniejsza okładka: „Dziedzictwo Orchana” – Aline Ohanesian

najmniej okazała okładka: „Lśnienie” – Stephen King



Najpiękniejsza okładka




Okładka, która nie przypadła mi do gustu

 


Podsumowując, idealna książka dla mnie to pięknie oprawiona, z białymi kartkami i lśniącym czarnym drukiem, najlepiej wersja broszurowa, o okazałej objętości z kategorii literatura grozy.

A jak to wygląda u Was? Też jesteście wybrednymi kolekcjonerami książek? ;-)

wtorek, 25 października 2016

Karol Lewandowski - Busem przez świat. Australia za 8 dolarów.


Tytuł: Busem przez świat. Australia za 8 dolarów.
Autor: Karol Lewandowski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 320
Premiera: 26 październik 2016


„W 2010 roku kupiliśmy za dwa tysiące złotych starego busa (...) i postanowiliśmy spełnić wielkie marzenie. (...) Zamiast pieniędzy mieliśmy zapał, zamiast łóżek – łąkę. Mieliśmy też ciągle psującą się skrzynię biegów. A jednak nam się udało.” – Busem przez świat. Australia za 8 dolarów (Karol Lewandowski).

Zastanawialiście się kiedyś jak naprawdę wyglądają ekstremalne podróże do dziewiczych puszcz i lasów, piaszczystych i dumnie piętrzących się pustyń? I co najważniejsze – jakim zapleczem logistycznym i finansowym trzeba dysponować, aby podjąć się realizacji wyprawy na drugi kraniec świata? Książka Karola Lewandowskiego „Busem przez świat” powinna rozwiać wszelkie wątpliwości. Już 26 października na tapecie znajdzie się opowieść podróżnicza do Australii, kontynentu (nie bez powodu) owianego tajemnicą. Czterech przyjaciół, jeden barwny, zmodyfikowany bus i tysiące kilometrów po malowniczych terenach najmniejszego pod względem powierzchni kontynentu. Lepiej szykujcie sobie kilka wolnych godzin, gdyż tę lekturę chłonie się w jeden wieczór!

Mottem przewodnim książki jest uświadomienie czytelnikom, że za wszelką cenę, z odrobiną chęci i motywacji można dokonać niemożliwego. Ekipa Supertrampa (odznaczające się oryginalnością imię czterokołowej puszki pełnej wspaniałych przeżyć) ogromnie ceni sobie spełnianie marzeń. Z pomocą w realizacji ich wyprawy przybyło kilka osób a także czytelników bloga, które wsparły młodych ludzi i dały im naprawdę solidnego kopa do działania. Jak widać, wystarczy tylko mocno wierzyć w prawdziwość postawionego celu.

Poruszane w kolejnych rozdziałach etapy podróży mrożą chwilami krew w żyłach. Spotkania z drapieżnikami, spożywanie ekstremalnych dla nas posiłków, przedstawienie kultury krajów wschodniej półkuli na długo zapiszą się w pamięci czytelnika i wywołają niemałe zamieszanie. Ta egzotyczna wędrówka wzbudzi ciekawość świata, ale także zaniepokoi, gdyż w grę wchodzi w końcu ludzkie życie, a australijskie ziemie niejednemu dały poznać się jako dom jadowitych pająków i węży. Od zawsze kojarzę ten kraj z likiem przerażających tarantul rozpiętości dużej, męskiej dłoni, tymczasem nie tylko one okazują się być utrapieniem. Bohaterowie, przemierzając kontynent odkrywają dziką florę i faunę, naszpikowaną zarówno fascynującymi jak i odrażającymi elementami australijskiej układanki.


W pierwszych wojażach z pomocą przybywają rodacy ze skupisk polonijnych w Australii. Dzięki tej życzliwości ekipie Supertrampa udaje się bliżej poznać odwiedzane miejsca i zwiedzić warte zapamiętania obiekty. Im bliżej końca, tym trudniej nadziwić się uporowi młodej, polskiej załogi, a po przeczytaniu głośno klaszcze się w dłonie z zachwytu i szacunku do ich odważnej postawy.

Oceniając treść książki, jest ona napisana w przystępny i zrozumiały sposób. Dodatkowo trafnie opatrzona jest ilustracjami, które adekwatnie wyjaśniają nam omawiane etapy podróży. Barwna i realistyczna opowieść nie byłaby gratką w rękach czytelnika, gdyby nie wkład wydawnictwa w inspirujące wydanie. Po raz kolejny przekonuję się, że pozycje książkowe z rąk Wydawnictwa Sine Qua Non opatrzone są solidnym wykonaniem i przykuwającą uwagę reprezentatywną okładką.


Reasumując, kto nie sięgnie po „Busem przez świat” ten nigdy nie dowie się, jak naprawdę, od źródła wygląda planowanie wyprawy do oddalonego o setki tysięcy kilometrów, oblanego dookoła wodami australijskiego lądu. Mimo niefortunnie dręczącej mnie arachnofobii ekipa młodych, zapalonych Polaków utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto stawić czoła lękom w imię własnych marzeń. Od dziś na mapie moich niezrealizowanych planów wbiję pinezkę między 11° i 39° szerokości geograficznej południowej i między 113° i 153° długości geograficznej wschodniej, która z czasem przeobrazi się w bajeczną podróż. Karol Lewandowski dostarczył dawki energii do działania i utwierdził w przekonaniu, że dzięki szczerym chęcią i współpartnerstwie można przenosić góry. Dzięki tej załodze otrzymacie kopa do działania i będziecie spragnieni kolejnych relacji z ich wypraw.

Za możliwość zapoznania się z treścią i udostępnienie książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.


poniedziałek, 24 października 2016

Konkurs!

Chcesz wziąć udział w konkursie i wygrać dwie części młodzieżowej sagi autorski Salla Simukka: Białe jak śnieg oraz Czarne jak heban? Nic prostszego.

Warunkiem przystąpienia w konkursie jest:

1. Polubienie strony na Facebooku: Liryczna Rzeczywistość

2. Udostępnienie postu z konkursem
https://www.facebook.com/Liryczna-Rzeczywisto%C5%9B%C4%87-1100008063440557/

3. Udzielenie odpowiedzi na pytanie konkursowe: Jakim bohaterem/bohaterką z polskiej lub zagranicznej literatury chciałbyś/chciałabyś zostać i dlaczego?

Na zgłoszenia konkursowe czekam do 1 listopada br. Odpowiedzi proszę nadsyłać w wiadomości poprzez stronę Liryczna Rzeczywistość.

Pod uwagę będą brane osoby, które spełnią powyższe warunki. Spośród nadesłanych zgłoszeń wybiorę najlepszą odpowiedź i skontaktuję się ze zwycięzcą.

Wyniki konkursu śledzić będzie można na blogu www.lirycznarzeczywistosc.blogspot.com

Autorem powyższych treści jak i organizatorem konkursu jest administrator strony oraz bloga Liryczna Rzeczywistość




J.K.Rowling - Harry Potter i Kamień Filozoficzny



Tytuł: Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Autor: J. K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 321

„Będzie sławny. Stanie się legendą. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby odtąd ten dzień nazywano Dniem Harry’ego Pottera (…) będą o nim pisać książki (… ) każde dziecko będzie znało jego imię! ~ Profesor McGonagall

Harry Potter, czyli chłopiec, który cudem przeżył.

Harry Potter i Kamień Filozoficzny to pierwszy tom opowieści o młodym chłopcu, synu poważanych czarodziei, którzy w trosce o los dziecka poświęcili swoje życie i padli ofiarą potężnego czarnoksiężnika – Lorda, którego imienia nie wolno było głośno wymawiać – Voldemorta: pana Śmierci, okrutnego złoczyńcę, pastwiącego się nad krzywdą innych, słabszych od siebie ludzi magicznego pochodzenia.

Piękną, a zarazem smutną opowieść rozpoczyna wstęp do historii naszego bohatera. Autorka przybliża nam miejsce i rodzinę, w które wychowuje się to nadzwyczajnie nieświadome niczego dziecko ze znamieniem na czole w kształcie błyskawicy. Łatwego życia nigdy nie ono nie miało. Zostało przygarnięte przez jedyną rodzinę jaką znał – Państwa Dursleyów, drwiących i fałszywych ludzi. Przygnębiającym faktem było to, że nie miał gdzie się podziać, a przecież Ciocia Petunia, siostra jego matki, była jego jedyną deską ratunku. Szykanowany i niedoceniany Harry dorastał wśród mugoli (zwyczajnych ludzi, bez zdolności do wytwarzania magii), a jego żywot naznaczony był niewiedzą w stosunku do prawdziwego pochodzenia.

Wszystko zmienia się w dzień, gdy w dniu urodzin chłopca do chałupy, w której był więziony wpada nadzwyczajnie niewymiarowy mężczyzna, posłaniec z Hogwartu – szkoły magii i czarodziejstwa. Zaprawdę dziwne wydaje się to spotkanie. Życie Harrego nabiera powoli sensu, chociaż świat, który otworzył przed nim potężny gajowy, nie ułatwia chłopcu odnalezienie się i przyswojenie pewnych faktów, wydaje się fikcyjną wędrówką.

Od tego momentu rozpoczyna się prawdziwa przygoda, której w głębi duszy pozazdroszczę Harry’emu. Młody chłopiec ma przed sobą fascynujący okres, ale także ryzykowne życie, albowiem nie wie do końca, jakie konsekwencje niesie za sobą jego nazwisko.

Pełna przygód i ryzyka książka opatrzona została inspirującym światem magii. Czytelnik stopniowo przyswaja fantastyczne nazewnictwo. Podczas lektury poznamy, kim są mugole, gobliny, do czego służy peleryna niewidka, kim jest Puszek i Norbert, ale także jaki sens niesie za sobą tytułowy Kamień Filozoficzny.


Piękna, sentymentalna podróż nie pozwala poprzestać na jednym tomie. Zapraszam na dalszą wędrówkę po świecie Harrego.

czwartek, 20 października 2016

Susan Dennard - Prawdodziejka


Tytuł: Prawdodziejka
Autor: Susan Dennard
Tytuł oryginału:  Truthwitch
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 12 październik 2016
Liczba stron: 384
Kategoria: Fantastyka

Prawdodziejka to magiczna opowieść, której pierwszoplanowymi postaciami są dwie czaroziemskie, młode dziewczyny – tytułowa prawdodziejka Safiya fon Hasstrel (czarodziejka z wysokiego rodu, władająca umiejętnością odkrywania w ludziach prawdy) oraz Iseult det Midenzi (więziodziejka, towarzyszka i zaufana przyjaciółka Safi). Powieść to bogata dysertacja, która jest nie tylko dopracowana fabularnie, ale także językowo i stylistycznie. Niebanalny język i wprawiające w zakłopotanie nazewnictwo może na początku odstraszyć czytelnika, ale z kolejnymi rozdziałami nabiera kształtów i jest przyswajalne.

Język i styl Susan Dennard odznacza się oryginalnością i z czasem klaruje się. Bohaterowie spod jej pióra noszą intrygujące imiona i profesje. Podczas lektury spotkamy postaci władające różnymi żywiołami: wiatrodziei, prawdodziei, ogniodziei i chociażby jak nasza pierwszoplanowa postać Iseult – więziodziei.

Pierwsze strony dosyć chaotycznie wprowadzają nas do świata akcji. Czytelnik wyprowadzony jest na głęboką wodę, aby bez zbędnego, powolnego rozwoju akcji wstąpić do wykreowanego świata. Główne bohaterki spontanicznie przeplatają się, ze strony na stronę padają coraz to nowsze określenia i dla początkującego czytelnika mogą być w jakimś stopniu niezrozumiałe. Kolejne rozdziały przyzwyczajają nas do zmiany klimatu z codzienności do świata intrygującej magii i z każdą kartką trudniej jest od niego odejść. Świat wykreowany przez Susan Dennart jest unikatowy, posiada własną autonomię i swoisty klimat utrzymany w dobrym smaku. Bohaterom poświęcona jest spora dawka czasu i każdy z nich przybliża nas swoją historią do zrozumienia całokształtu powieści.
Burzliwą akcję rozpoczyna ucieczka dwóch więziosióstr (neologiczny twór mający na celu podkreślenie silnej więzi pomiędzy bohaterkami), mocno związanych ze sobą przyjaciółek, które dążą do uniknięcia wytropienia ich przez panoszącego się po imperium Krwiodzieja – mitycznego mnicha, który mas zdolność wyczucia ludzkiej krwi i magii. Co za tym idzie, Safiya ma obawy, że jej zdolność prawdodziejstwa zostanie zdemaskowana, a wtedy żadna ucieczka nie będzie możliwa i tropiciel bez wahania wyśledzi ją na każdym kontynencie. „To jak walka z wiatrakami”.

Ucieczka prawdodziejki ma swoje mocne uzasadnienie – jedyne czego pragnie dziewczyna to zaznanie spokoju. Stoi przed obawą ujawnienia jej umiejętności, co mogłoby zostać dwojako wykorzystane: z jednej strony mogłaby zostać usunięta lub co gorsze wykorzystana do celów władz imperialnych. Nastają niespokojne czasy, kończy się rozejm i szykuje coś niepokojącego. Przeplatają się intrygi polityczne i społeczne, a motorem magicznego świata jest filar oparty na głębokiej i szczerej przyjaźni aż po grób (mhe verujta).

W powieści można wyróżnić pewne zauważalne wątki, m.in. wątek przyjaźni i pogłębiania jej więzi, na których oparte są relacje pomiędzy bohaterami. Gdyby nie te więzi, nasze bohaterki straciłyby wyrazistość i byłby niczym nie wyróżniającymi się kolejnymi pionkami w literaturze magicznej. Zauważalnym i ważnym wątkiem jest też motyw imperialny, obrazujący gotowość do walki, konflikty wewnątrz świata przedstawionego i ich ciąg przyczynowo-skutkowy. Pojawił się też mało znaczący wątek miłosny, a jedną sceną, która co prawda nie ma wpływu na kolejne wydarzenia jest scena pocałunku bohaterów, która niestety nie miała większego znaczenia. Był to raczej zabieg mający na celu jednorazowe ubarwienie. Czytelnik dostaje także możliwość poznania wyrazistej historii Krwiodzieja, który na początku ukazany jest tylko jako tyran i nieustępujący tropiciel.

Świat wtłoczony w powieść to nie tylko imperialni władcy, czarodzieje, mnisi czy mityczne stworzenia, ale także większego formatu ziemie, na których przyszło im żyć. Czaroziemie, czyli świat przedstawiony, w którym rozgrywa się akcja powieści składa się z lądu i wód. Podzielony jest na krainy opatrzone oryginalnym nazewnictwem i magicznym akcentem. Najbardziej intrygującym obszarem są Ziemie Snu. Obszerne lądy opływają m. in. Śródmorze, Morze Północne, Kariadińskie i Jadońskie oraz licznie powstałe na nich wysepki. Książka została opatrzona dodatkową mapą ilustrującą omawiane tereny. Świat przedstawiony to barwna otoczka, w którą zostali wrzuceni jej przedstawiciele. W naszej wyobraźni starannie wykreowanego świata słychać huk morskich fal, w spiętrzonych wodach widać latarnię morską i niepojętą głębię ciemnego morza, otoczonego ostrymi skałami. Dygotanie z zimna, szczękanie zębami, rozległy ból poranionych ciał to tylko dodatek wstrzyknięty do naszej fantazji. Piękno stworzenia świata przedstawionego polega na tym, iż nawet oporny czytelnik nie przejdzie obojętnie intrygującym widokom terenu imperium i jego zakątkom. 

O punkcie kulminacyjnym nie napiszę, gdyż nie chcę spoilerować. Przewijają się zwroty akcji, intrygi aż po sam koniec, a meritum powieści zostaje oszałamiająco zobrazowane w zakończeniu.

Sięgając po tę niezwykle barwną powieść musimy od razu zdać sobie sprawę, że nie jest to kolejna pospolita młodzieżowa przesłanka, czy też motyw literacki powtarzający się po raz kolejny. Ta opowieść jest czymś głębszym i na pewno odciśnie piętno na wyobraźni i długo nie pozwoli o sobie zapomnieć. Nigdy wielką fanką powieści o tematyce fantasy nie byłam i aż wstyd przyznać, że zadomowiona u mnie na regale Prawdodziejka jest pierwszą książką tego rodzaju.

Po raz kolejny jestem świadkiem przepięknie wydanej pozycji książkowej przez Wydawnictwo Sine Qua Non, któremu serdecznie dziękuję za włączenie mnie do tego fantastycznego świata magii. Moje ostatnie dni i noce to nieskończony sen o oryginalności i solidnym warsztacie pisarskim tejże powieści.

W konkluzji pragnę powtórzyć, że Prawdodziejka autorstwa Susan Dennard to solidna i dopracowana powieść, w której nie znajdziecie miejsca na obszerne i wlekące się opisy. Autorka z prawdziwą gracją łączyła słowa w zdania w lekki i barwny sposób, mając na uwadze dopieszczenie czytelników. W żadnym calu treść lektury nie przytłacza i nie zanudza, środki językowe są odpowiednio wyselekcjonowane, dzięki czemu opowieść płynie przyjemnym nurtem. To nie lada gratka dla początkujących moli książkowych, jak i dla fanów powieści o tematyce magicznej i świecie tak realnie skonstruowanym, że aż dającym wrażenie realnego. Niektóre losy celowo nie zostały zamknięte, a to wszystko po to, aby zagłębić się jeszcze bardziej z kolejnym, nadchodzącym tomem zatytułowanym „Wiatrodziej”. Chyba domyślacie się, kto zagra pierwsze skrzypce w kolejnej części? Zdecydowanie połapiecie się, gdy skończycie Prawdodziejkę, do której gorąco zachęcam.


Raz jeszcze dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non za wrzucenie mnie w wir magicznego świata pięknie zobrazowanej przyjaźni. Aż chce się pięknie śnić w te chłodne jesienne dni.

Stephen King - Bazar złych snów


Tytuł: Bazar złych snów
Autor: Stephen King
Liczba stron: 672
Wydana: 5 listopad 2015


Każdy z nas przeżywa następujące po sobie okresy swojego życia. Jednym z tematy chorób i cierpienia są bliższe, innym dalsze lub nieznane. Są też tacy, co to u schyłku swojego życia rozpaczliwie snują na jego temat refleksje, stojąc między przemijającym życiem, a nadchodzącym nieuchronnym końcem. Taka refleksja dopada coraz częściej Stephena Kinga. Sędziwy wiek puka coraz głośniej do drzwi. Chyba z tej okazji powstał dziwaczny w pewien sposób zbiór opowiadań opiewany jako „Bazar Złych Snów”.

Ów tytułowy bazar jest jak podany do stołu obiad – nie wszystko musi w nim smakować. Tak i opowiadania naszego mistrza grozy zostały odpowiednio wyselekcjonowane. Czasem pojawia się zbyt wiele zrzędzenia, wodolejstwa, a czasem po prostu tematyka jest tak przerdzewiała, że po kilku stronach odechciewa się brnąć dalej. Domeną jest czarny humor, do którego nie przywykłam sięgając po literaturę tego autora. I choć przepięknie oprawiona, to niestety mnie nie porwała.

Po raz drugi przekonuję się, że sztuką jest w intrygujący sposób stworzyć krótszą formę, jaką są w tym przypadku opowiadania. Po raz kolejny także zawiodłam się na Kingu, za naciągane historie zahaczające o tematykę chorób, śmierci, odchodzenia. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnie strasznego (z czego wcześniej King słynął). Ta potężnie zbudowana pozycja książkowa o objętości ponad 600 stron nie zasługuje na miano dobrego zbioru. Oczywiście, da się wyłuskać jakąś perełkę po głębszej i dłuższej analizie tomu.

Po literaturę Kinga trzeba sięgać ze świadomością, że jego styl w ciągu 42 lat uległ diametralnej zmianie. Kojarzony i wielbiony za „Carrie” czy „Lśnienie” może być negowany za „Rok wilkołaka” czy omawiany wyżej „Bazar złych snów”. Ale przejdźmy do zbioru opowiadań, o których mowa w tym poście.

Na barwną literaturę Stephena Kinga trzeba umieć spojrzeć z dystansem. Tak i na kolejno zaprezentowane opowiadania. Postaram się w skali od 1-10 ocenić każde z nich, aby liczby przybliżyły że średnio wypadły one w moich oczach. Jako kryterium oceny przyjęłam przesłanie i język.

Ogólna ocena całości 6/10 - średnio
·         130. kilometr 5/10
·         Premium Harmony 5/10
·         Batman i Robin wdają się w scysję 5/10
·         Wydma 6/10
·         Wredny dzieciak 6/10
·         Śmierć 7/10
·         Kościół z kości 6/10
·         Moralność 6/10
·         Życie po życiu 6/10
·         Ur 6/10
·         Herman Wouk jeszcze żyje 5/10
·         Kiepskie samopoczucie 8/10
·         Billy Blokada 6/10
·         Pan Ciacho 6,5/10
·         Tommy 4/10
·         Zielony Bożek Cierpienia 5,5/10
·         Ten autobus to inny świat 7/10
·         Nekrologi 7/10
·         Pijackie fajerwerki 6/10
·         Letni grom 7/10


Podsumowując należy dodać, że "Bazar Złych Snów" to literatura ze średniej półki i mimo, że tak bardzo mnie znudziła powinna znaleźć się w rękach fana S. Kinga chociażby ze względu na porównanie początkowych horror story z opowiadaniami o całkiem innej tematyce. Pamiętajcie jednak, że każdy wymaga od Kinga czegoś innego - ja szukałam grozy i chęci bycia przestraszoną, stąd głównie mój wielki zawód.

środa, 19 października 2016

Zaczytany tydzień

Jakie cudne wieści! Właśnie w moich drzwiach stanął kurier z kolejną, niepowtarzalną paczuchą od Wydawnictwa Sine Qua Non. Kto zgadnie, co kryje opakowanie?


Szykuje się zaczytany tydzień z przepięknie zilustrowaną PRAWDODZIEJKĄ, autorstwa Susan Dennard. Aaaaaaaaaaa! Czekajcie na recenzję :)


Top 5 książek mojego życia

Witajcie kochani! Rzuciłam sobie konkretne wyzwanie i postanowiłam zestawić  tylko pięć książek, które na długo zapadły i zapadną mi w pamięci. Warto, aby każdy zastanawiał się spoglądając na półkę, które książki uwielbia najbardziej i które odbiły na nas swój ślad. Nie owijając w bawełnę przedstawiam moją książkową, niezapomnianą hierarchię.

1. Thomas Harris Milczenie owiec (Cykl: Hannibal Lecter) #thriller #sensacja #kryminał
2. Simon Beckett Zapisane w kościach (seria o Davidzie Hunterze, tom 2.) #kryminał #thriller
3. Jakub Małecki Ślady #opowiadania i powieści
4. Louise Anderson Uchyliłam zasłonę śmierci #thriller #kryminał
5. Joy Fielding Zawsze ktoś patrzy #thriller #kryminał


Jak widać dotychczas przeważały u mnie książki z kategorii kryminałów i thrillerów. Wpływ na wybór literatury miał oczywiście okres, w jakim się znajdowałam. Czasy liceum, chęć przeczytania czegoś, co nie przypomina szkolne lektury i tym samym poznania innego gatunku literackiego.

Jak wiecie, ostatnio głośno było u mnie o książce Jakuba Małeckiego, a konkretniej o Śladach, którymi zachwycam się po dziś dzień. Nie mogło ich zabraknąć w tym zestawieniu, gdyż ta forma i treść ujęły mnie i zgięły w pół, ponieważ są wyraziste i przyziemne. Nie ma nic smutniejszego jak prawda o tym, jakie jest życie.

Zapraszam Was do śledzenia kolejnych postów, bowiem w tym tygodniu pojawi się recenzja (którą ciągle odkładam na bok) zbioru opowiadań mistrza horrorów Stephena Kinga. Gorące uściski!

wtorek, 18 października 2016

Tuż tuż...

Już niedługo szykuje się świąteczny okres. Z pierwszymi tygodniami listopada zaczną pojawiać się świąteczne ozdoby, a sklepy będą pękać od sztucznych choinek i światełek.

A co z koneserami literatury? Na pewno nie zostaną pominięci. Warto sięgnąć po pewne ponadczasowe pozycje i zanurzyć się w ich pięknych treściach i okładkach.

Na leniwe wieczory polecam absolutnie ponadczasową Opowieść wigilijną - Charles'a Dickensa


a jako lektury uzupełniające - ciepłe książki autorstwa Richarda Paula Evansa.


Szanującym się solidnym tomem są także opowiadania wielu autorów, oprawione pięknym tytułem Podaruj mi miłość.


Pewne trendy literackie nie ulegają zmianom, pewne książki trzeba czytać rok w rok, ponieważ za każdym razem mają inny wydźwięk.

niedziela, 16 października 2016

Ekranizacja "Dziewczyny z pociągu" w reżyserii Tate Taylor

Filmowy plakat ekranizacji ostatnich dni, czyli 
Dziewczyna z pociągu (The Girl on the Train)


Chyba nie muszę mówić, jaką opinią szczyci się książka Pauli Hawkins? Głównie padają opinie na przereklamowany temat, zbyt mdłe przedstawienie bohaterów, ujarzmienie najważniejszych uczuć i tandetne zakończenie. Bohaterką jest kobieta, której kieliszek alkoholu to niemały problem. Ucieka się do picia, co wynika z jej rozstrojenia psychicznego. Gdzieś na początku dowiadujemy się, że targają nią uczucia smutku z powodu odejścia męża, który poprzez małżeńskie problemy i nieudane próby zapładniania in vitro zdradził ją z inną kobietą. W rozwoju akcji (mdłej i niewyrazistej) czytelnik dostaje dokładny obraz relacji damsko-męskich, które są meritum końcowych wydarzeń.

No właśnie. Zobrazowanie tych relacji w książce jest raczej suchym ukazaniem zbliżeń cielesnych. Nie ma w nich głębszego wymiaru i natężenia. Niby książka nie odda wszystkich uczuć, ale mogłaby chociaż nakreślić czytelnikowi, w którą stronę wychylić wyobraźnię.

Tutaj z ratunkiem (bardzo solidnym zresztą) przybywa reżyser, którego zadaniem było zobrazowanie tych trudnych relacji. Zacznę może od początku, bo już w pierwszych minutach miałam ciarki na całym ciele.

Rachel, nasza główna bohaterka zasługuje na gromkie brawa. W jej rolę wczuła się Emily Blunt, dzięki której wszystko nabrało blasku. Grała absolutnie pierwsze skrzypce i wręcz doskonale pokazała jak wygląda człowiek dotknięty problemem alkoholizmu. Wieczna twarz bez głębszego wyrazu, zapadnięte usta i oczy, to nie była tylko zaleta makijażu. Należy bić brawa także dlatego, iż jej ruchy i chód pozwalał na doskonałe zaobserwowanie sytuacji, z jaką borykała się główna bohaterka.



Kolejną kapitalnie dobrą grę aktorską zaprezentowała Haley Bennett, która odegrała rolę Megan Hipwell, zamordowanej z zimną krwią młodej uwodzicielki. W książce nie są uwypuklone jej jakże liczne i dosadne romanse z Tomem i Terapeutą Kamalem Abdickiem. Tymczasem w filmie... Jednym słowem - film dedykowany dla osób 20+ .



Anna, idealna i perfekcyjna w każdym calu, a to wszystko dzięki szwedzkiej aktorce Rebecce Freguson. To trzeba zobaczyć, jak pięknie i obrazkowo wyglądała ta pani.


Na gromkie brawa zasługują także Justin Theroux (Tom) oraz Luke Evans (Scott), którzy także wtrącili swoje przysłowiowe trzy grosze. Wyrachowanie, brutalność, krycie się wypracowane do perfekcji.

 TOM



SCOTT

Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz uznałam film za lepszy od książki. W tym przypadku opinie wielu czytelników są takie same. Całość oceniam na 8/10. Mogli więcej opowiedzieć o Scott'cie i Tomie, ale i tak nie ma na co narzekać. I chociaż nie jestem wielkim znawcą kina, zdecydowanie zachęcam do poświęcenia uwagi tej produkcji. Puenta jest niestety tragiczna, ale kto powiedział, że życie jest piękne i kolorowe.

Myślę, że film jest idealnym dopełnieniem, aby zapchać dziurę po niedosycie książkowym. Wręcz obowiązkowym powinno być odwiedzenie kina po skończonej lekturze.

piątek, 14 października 2016

Jakub Małecki - Ślady


Tytuł: Ślady
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 297
Rok wydania: 28 września 2016 

Pozwólcie, że na wstępie podziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non za współpracę, bo to dzięki tej współpracy miałam okazję poznać i zachwycić się wysoko usytuowaną prozą polskiego mistrza.

Jakub Małecki, polski pisarz i autor głośnego „Dygotu” (najlepszej polskiej powieści ubiegłego roku) zostawił ślady nie tylko w moim umyśle lecz także na moim sercu. Odcisnął widoczne znamię wzruszenia, które długo będę rozpamiętywać. W tej nieobszernej polskiej pozycji książkowej, liczącej zaledwie niecałe 300 stron została zaprezentowana niezliczona ilość uczuć, począwszy od smutku, żalu aż po łzy wzruszenia. 

"Ślady" to zbiór opowiadań, urywki z życia grona osób, które są splecione ze sobą i ostatecznie tworzą całość przepięknie napisanej książki. Opowieści zataczają krąg: od śmierci po życie, od życia po śmierć. Autor nie daje nam poprzestać na zwyczajnym przewertowaniu książki – wymusza na nas pewną głębszą refleksję. Sploty zdarzeń opatrzone są  pewnym magicznym realizmem, co wyróżnia tę doskonałą polską prozę.

Jej bohaterowie niosą za sobą nie tylko trudne i dramatyczne historie, ale przede wszystkim odciskają piętno na wyobraźni czytelnika. U mnie wywołali płacz, wzruszenie i lęk od pierwszych stron. Autor dostosował styl i język do sytuacji jaką zaprezentował w danym opowiadaniu. Po mistrzowsku stworzył powiązane ze sobą postaci, wchłaniając czytelnika w napisane tło. Trzeba przyznać, że każdą stronę przeżywa się z osobna. Czytelnik i książka w tym przypadku to jedność, od pierwszej aż po ostatnią stronę.

Cykl opowiadań otwiera historia Tadeusza Markiewicza, którego uderza kula i jego ciało pada bezwładnie na zachwaszczoną ziemię. Obraz wojny i obrażeń został mocno ubrany w słowa, aby oddziaływać na wyobraźni czytelnika. Kolejno poznajemy szereg innych postaci m.in. Chwaściora (dotkniętego życiem wyśmiewanego samotnika), Bożenkę (córkę, matkę i nieszczerą żonę, pędzącą karierowiczkę), Ludwika, Pawełka (którego dziadek opatruje tylko takim imieniem), Eugenię i szereg innych ludzi i strzępów ich historii. Bohaterowie wspominają siebie nawzajem, przeplatają się ich wspomnienia, w których żyją od początku, aż po kres ostatnich kartek. Opowiadania ukazują polski realizm, poruszają życie społeczne polskich miast i wsi, ale głównie skupiają się na przekazaniu uczuć i refleksji. „Początek świata (jak pisze Autor w pierwszym opowiadaniu) często wygląda podobnie”, lecz każdy z bohaterów musi stawić czoła nieuchronnemu końcowi świata. Motorem i głównym wątkiem jest kres życia, ostatni przystanek na często wybrakowanej drodze. Pytanie, czy po każdej burzy wyjdzie jeszcze słońce?

Zjawisko nieuchronnego końca, odejścia najlepiej obrazuje jedno z opowiadań o Eugenii, kobiecie, którą we wsi nazywają "świętą". Po stracie męża i synka postanowiła godnie chować zabitą zwierzynę zalegającą na drodze, na której zginęła jej rodzina. Historia smutna, ale pouczająca i pozostawiająca morał. Opowieść o tym, jak życie płata figle. Takich opowiadań jest mnóstwo, chwytają mocno za gardło i (gwarantuję Wam) trudno będzie o nich zapomnieć.

Czytałam na bezdechu, aż chwilami wydawało mi się, że podróżni siedzący obok mnie patrzą na moją twarz z niedowierzaniem. Pewnie miałam wypieki na policzkach, za co jestem Panu Małeckiemu ogromnie wdzięczna. Jak do tej pory unikałam zakupu książek polskich twórców, tak od tego momentu nie będę się przed nimi bronić.

Ogromną rolę odegrało Wydawnictwo. Książka została opatrzona schludnymi mapami, które otwierają każdy rozdział. Opracowanie zachwyca podwójnie - jest przejrzyste i urzeka barwną okładką oraz pięknie skonstruowaną zawartością. Raz jeszcze, nie ukrywając zachwytu na tą pozycją odsyłam do Wydawnictwa Sine Qua Non (www.wsqn.pl) i gorąco zachęcam do zakupu opisywanego zbioru opowiadań. Nie będziecie żałować. To jest M U S T   H A V E dla każdego książkowego mola!


Dzięki tej książce dowiecie się, jakie uczucie wywołuje zgrzytanie zębami, jak znieść ukłucia w żołądku od postrzału, który będzie śnił się po nocach. A łzy? Łzy same płyną od początku aż po kres ostatniej kartki. „Śladów” nie można przeoczyć, nie wolno wręcz przejść obojętnie. Jest to absolutnie trafiona pozycja na szarą jesień i obowiązkowa lektura dla ceniących piękno.

„Tymczasem czerń za oknem zwalnia, zwalniają lampy w tę czerń powtykane i uśmiechnięte twarze na bilbordach”


czwartek, 13 października 2016

Wiele znacząca data - 22.10.2016 :)

Każdy fan wie, co oznacza data 22 października. Im bliżej, tym bardziej spragniona jestem czekać pod Matrasem na perełkę tego miesiąca.

Już w przyszłym tygodniu premierę ma polska wersja językowa VIII tomu Harrego Pottera. Jedni są sceptyczni, inni eksperymentalnie chcą sięgnąć po tę sztukę (no właśnie, to niewiele wyjaśnia). Ja natomiast nie wyobrażam sobie przejść obojętnie.

Czekam z niecierpliwością, jak zostanie ukazany Harry Potter i Przeklęte dziecko. Po krótkiej lekturze anglojęzycznego wydania jestem póki co usatysfakcjonowana.

22 październiku- zbliżaj się szybszymi krokami!


wtorek, 11 października 2016

Nowości książkowe !

Szykuje się smakowity, bezsenny weekend, bo już niebawem otrzymam książkę JAKUBA MAŁECKIEGO- ŚLADY.

To całe szaleństwo nie byłoby możliwe, gdyby nie Wydawnictwo Sine Que Non, do którego gorąco odsyłam (www.wsqn.pl).

Jestem zniecierpliwiona i ciekawa, co obudzi we mnie Autor. Od razu po przeczytaniu szykujcie się na recenzję.


czwartek, 6 października 2016

Joy Fielding - Zawsze ktoś patrzy


Joy Fielding - Zawsze ktoś patrzy
Data wydania - 14 września 2016
Liczba stron - 336
Kategoria - thriller/sensacja/kryminał

Złe miejsce i zły czas – bohaterka książki, szanowana Pani detektyw padła ofiarą brutalnego gwałtu. Pozamykała okna, zaryglowała swoją psychikę i w odosobnieniu przeżywała skutki napaści, starając się nie popaść w paranoję. Uczucia, jakie ją dręczyły mocno obrysowały ślady na każdym z jej otoczenia. Czy pozostanie przy zdrowych zmysłach, po tym co ją dotknęło?

„Bailey miała wszystko, lecz jej życie zmieniło się na zawsze”

Joy Fielding udowodniła, iż jako kobieta potrafi solidnie przelać na papier najbardziej traumatyczne uczucia. Język jakim został napisany thriller jest klarowny i przyjemny dla oka i ucha. Słowa płyną, nie ma niedopowiedzianych historii i zamętów. Bohaterowie klarownie przedstawieni i mimo, iż na pierwszych stronach pojawia się mnóstwo enigmatycznych nazwisk, z kolejnym rozdziałem wszystko staje się przejrzyste.

Bohaterką tej pozycji książkowej jest młoda kobieta, działająca w środowisku prawników- Bailer Carpender.  Jest błyskotliwa i można rzec – nieustraszona. W dobrej wierze i oddaniu się pracy podejmuje ryzyko śledzenia oskarżonego mężczyzny. Szczęście nie jest po jej stronie tej ciemnej i przerażającej nocy. Pada ofiarą gwałtu tuż pod oknami mieszkańców osiedla.  

„Najciemniej jest zawsze pod latarnią” – tak też w tym przypadku.

Przez kolejne strony poznajemy jej dalszą historię (traumatyczne przeżycia po gwałcie). W książce nie ma sztampowego wzorca z kryminałów tj. morderstwo, śledztwo, rozwiązanie sprawy. Mamy tutaj do czynienia z otwartym zakończeniem, gdyż nie jest wyjaśniony motyw dokonania na bohaterce aktu przemocy. Wiemy kto, wiemy jak, ale nie dowiadujemy się, co go skłoniło do takich poczynań.

Książka wciąga od pierwszej strony i naprawdę przekonała mnie, aby wrócić do literatury tej Autorki. Lekkie pióro i poruszające fakty sprawiły, że mogę z czystym sumieniem polecić tę nowość.


Ocena 9/10

Październikowa uczta

Witajcie kochani!

Moje październikowe czytanie trwa. Przedstawiam Wam stosik październikowych smaczków, które tylko czekają na swoją kolej :-)





ZAPOWIADA SIĘ SMAKOWITY PAŹDZIERNIK!

Gerald Brittle - Ed i Lorraine Warren - Demonolodzy.



Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren 
Gerald Brittle
Wyd. Esprit
Str. 352

Gdy przechadzając się po księgarni ujrzałam tę pięknie oprawioną książkę, wiedziałam, że będzie to dzień, w którym z zachłannością ją zagarnę. Pytanie- czy było warto?

W moim życiu przewinęło się wielu pisarzy horrorów i mrożących w żyłach opowieści tj. Stephen King (gwiazda na wielką światową skalę), Graham Masterton, Dean Koontz, Jack Ketchum, Anna Rice i kilku innych. Państwa Warrenów poznałam podczas wędrówki po ekranizacjach filmów Obecność i Annabelle, które nie tylko poruszyły mnie i wystraszyły do granic, ale także spowodowały, że zaczęłam interesować się dziedziną okultyzmu. Wielu z nas nie do końca potrafi rozróżnić pojęcia ducha, demona, poltergeist'a i zjawy. Opisywana przeze mnie dzisiaj książka powinna rozwiać Wasze wątpliwości i nieco przybliżyć tematykę demonologii.

W poniższej recenzji spróbuję obiektywnie przedstawić mistyczną pozycję, dzięki której inaczej spojrzycie na zagadnienia m.in. seansu spirytystycznego a także życia pozagrobowego.

„Chrześcijanie twierdzą, iż na seansach spirytystycznych nieświadomie wywołuje się demony. Zwolennicy istnienia bytów gnomicznych twierdzą, iż to one, a nie duchy zmarłych, pojawiają się podczas seansów”.

Ed i Lorraine Warren zasłynęli w Stanach Zjednoczonych jako demonolodzy – czyli badacze zjawisk paranormalnych. Wspólnie przebadali tysiące niezwykłych spraw. Zajmowali się organizowaniem wykładów na uczelniach oraz relacjonowaniem swoich badań. Zyskali wielu zwolenników jak i przeciwników, którzy niedowierzali ich pracy. Sławę zyskali wśród grona odbiorców, którzy wierzyli w życie pozagrobowe i chcieli pogłębić swoje przekonanie. Mówi się, że Ed i Lorraine potrafią znaleźć złoty środek w każdym badanym przypadku i potrafią pomóc każdemu, kto został dotknięty niebywałą złą siłą.

Ich relacje zostały oprawione w rzetelną i przejrzystą książkę, a badania stały się inspiracją dla reżyserów filmowych. Tak poznałam właśnie Państwa Warrenów, podczas seansu „Annabelle”. Łaknęłam większego dramatyzmu i strachu, dlatego sięgnęłam po dzieło wieńczące ich pracę.

Podczas lektury szybko zorientowałam się, że ekranizacje zostały lekko ubarwione i miejscami przerysowane. Sama książka (niby wartościowa i ukazująca udokumentowane historie) jest miejscami nudnawa. Akcję rozpoczyna znana pewnie większości – historia Amityville. Z zaangażowaniem rozpoczęłam lekturę w domowym zaciszu, przy zasłoniętych żaluzjach, w kącie z zapalonymi świeczkami. Historia nie wywołała u mnie ani zdziwienia, ani też strachu i niepokoju. Dałam szansę dalszym opowieścią – niestety także bez zachwytu. Doszukując się jednak pozytywów, należy wspomnieć, iż są to relacje, opowieści z pozycji samych demonologów, a nie osoby trzeciej.

Poza piękną okładką, bogatym wydaniu opatrzonym w czarno-białe fotografie nie doszukałam się większej sensacji. Książce nadałabym rangę wartościowej, ale na pewno nie wciągającej. Aby nie pozostawić Was w otwartej niepewności, uważam, że jest to mimo wszystko pozycja, którą warto mieć w posiadaniu i wrócić do niej. Takie historie jak relacje Eda i Lorraine są ponadczasowe i dotyczą naprawdę trudnych tematów.


Ocena podsumowująca całokształt 7